sobota, 13 października 2012

W pojedynkę... jednak

Pod koniec czerwca rozstalismy się, to była moja decyzja. I miałam rację. Dopiero gdy to nim wstrząsneło przepraszał, prosząc o jedną szansę, przyznał że nie do końca zaangażował sie w nasz związek, po prostu bimbał sobie, ale ja postawiłam na swoim- za dużo mnie to kosztowało i nie wiem czy faktycznie by się zmienił. Trudno. Najwyżej kiedyś będę żałować... Albo i nie! Mamy kontakt jakiś tam na GG, ale z tego co widzę- jest taki sam.
No i znów singielka, wolna i do wzięcia- ale nie czuję jakiejś potrzeby wiązania sie z kimś, dla spacerów, randek, słodkich słówek, wspólnego planowania czasu, nastrojowych rozmów, nie tego chcę. Muszę sie wyszaleć, poimprezować, tak dla samej siebie.
Lato było jak zwykle piękne i gorące- co uwielbiam- i jak zwykle nie wiem kiedy mineło. Spędziłam je w domu, w malinach. Dziś szukam pracy, bezskutecznie, CV zanoszę gdzie tylko to mozliwe, nawet w Biedronce, i cisza. Chodzę do Michałka parę razy w tygodniu na 3-4 h. To wszystko. Zapisałam sie na półroczny kurs Sprzedawca-magazynier do ohp, poznałam już jednego chłopaka, całkiem spoko:) Zajęcia dopiero pod koniec października. Przynajmniej będę miała zajęcie, a po kursie mogę coś jeszcze robić bo zajęcia trwają tylko 4 h dziennie. Zobaczymy, przydałaby sie jakas praca na drugą zmianę.
Prócz tego źle z mamą, hormony dają w dupę, ma okropne wahania nastrojów, martwię sie o nią. Ostatni czas nie był dobry dla naszych relacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz