piątek, 4 stycznia 2013

Nie ma bólu, nie ma wyników.

Oj, boli, ale czuję ogromną satysfakcje i przypływ endorfin. Nie żałuję, dziś wiem to, rozstania, tego chłopaka- tfu! Patologia...
Ćwiczę. Codziennie. Chcę dziś i pojutrze żyć tylko dla siebie, nareszcie nie podporządkowując sie innym, w końcu zadbać o siebie, być taką jaką chciałam być od dawna. To ciężka praca ale wiem jaka fantastyczna nagroda mnie czeka. Jestem sama dla siebie,  i nawet wiem że tego chcę, nie będę z nikim szczęśliwa jeśli nie będę spełniona. Zaczęłam 15 grudnia. Niebawem minie miesiąc, pierwsze mierzenia i rezultaty, a to dopiero początek. Jestem nabuzowana pozytywną energią. Widzę siebie w końcu lepszą, ładniejszą, zgrabniejszą, wiem w końcu że na prawdę mogę taka być! A nie że muszę pozostać taka jaka jestem. No przecież to absurd. To ja decyduję o tym jaka chcę być i mogę. Nie od jutra, od dziś, od teraz, zacząć. Zaczęłam właśnie tak. I tylko jednego nie chcę- przestać.
Uczę sie na kursie, jest na prawdę dobrze, tego mi brakowało- nauki i ludzi. Chociaż rewelacji nie ma. I nadal opiekuję się małym. Byle do wiosny- i do wyprowadzki, gdziekolwiek lecz na swoje, dla samej siebie. Dla lepszej siebie. Zmiany zaczęły się juz 15 grudnia...
Zimy nie ma, i wcale nie musi jej być :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz