poniedziałek, 26 grudnia 2011

Święta i ..po nich już

W pierwszy dzień świąt odwiedziliśmy wujka Zdziska, oh ah, napaliłam się na Belgię, bo on tam pracuje, no i mam jazdę na język flamandzki, heh. Wujek w samych superlatywach opowiadał o tym kraju, ja wcale nie byłam zdziwiona, ale póki co jestem tu, mam jakąś pracę i firmę, muszę pół roku jeszcze tu pozostać.
Robaczek wpadł późnym wieczorem jak wróciłam do domu, dziś za to wyspałam się, a mama dostała zaproszenie od brata B. pojechałyśmy we dwie, niestety obyło sie bez poruszania tematu cioci J. A szkoda wielka. Prócz tego nie zastałyśmy wujaszka z Kanady, który miał być, cóż, może jeszcze się zobaczą.
I od nowa szara rzeczywistość, jutro praca.
Miałam dziś kazanie od rodziców, o moim życiu, o moim tż, itp. A ja tak jestem za nim, tak bardzo chcę z nim być, a on zdarza się że mnie rani, mówiąc coś tam o koleżankach, o tym że jak chce mogę se iść na imprezę itp. Przykro mi jest cholernie i mam ochotę wtedy sprać mu tyłek! Akurat tak przez telefon nam się gadało, dlaczego on tak robi, jakie ma powody niby?! Muszę pogadać z nim i wybić mu z głowy tą jego obojętność bo nie na tym ma to polegać, i ja nie będę z kimś dla kogo mam być obojętna ja i mój czas wolny itd.! nie! Wkurza mnie to. Jest taki momentami oschły, jakby mu nie zależało, wiem że robi to celowo, i może mówi to specjalnie ale po co? Nie mam ochoty tak się użerać, życie jest za krótkie na takie bezsensowe darcie kotów. Są ważniejsze i ciekawsze rzeczy które warto i trzeba pielęgnować! Właśnie wczoraj czytaliśmy Trzecią tajemnicę fatimską i przebieg trzeciej wojny światowej. Więc... Boshe, brak słów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz